Tak niewiele...
Tak niewiele trzeba: spojrzeć w oczy i uśmiechnąć się do dziecka. Tak właśnie - spojrzeć i podzielić się ciepłem uśmiechu. A później słowem.
I nie można do dziecka przestać mówić. Nawet, gdy się milczy.
Bo słowa powinny trwać w sercu i żyć w ustach.
One muszą czekać na sposobność, aby wybiec ku dziecku, aby je odnaleźć w jego potrzebie naszej obecności. Obecności niekiedy milczącej, ale właśnie, ale wszak gotowej do przemiany w słowo.
Najpiękniej jest się przy dziecku, gdy się z nim rozmawia.
Najpiękniej i najmądrzej.
Migawka z przedstawienia Ballada o głupim Janku:
Janek, zwany we wiosce i przez swoich braci głupim, oraz królewna, gdy są już po wyznaniach ogromnej ku sobie sympatii, zauważają stojących pod ścianą dziennikarzy, którzy znani są z tego, iż szukają wszędzie sensacji i piszą nieprawdę.
JANEK: Kim są ci panowie z aparatami fotograficznymi?
KRÓLEWNA: Ach, to paparazzi, oraz różni dziennikarze z kłamliwej gazety!
JANEK: Kto ich tu zaprosił, kto sprowadził?
MAŁY WIDZ W WIEKU WCZESNOSZKOLNYM: To wina Tuska!